Rodos – 7 dni na Wyspie Słońca

Kalimera! Zastawiasz się nad kierunkiem wakacji? A może wybór już dokonany i przeszukujesz internet żeby znaleźć wskazówki jakie atrakcje warto zobaczyć w 7 dni? Jest jeszcze trzecia opcja – urlop za granicą w tym roku jest dla Ciebie nierealny i jesteś tutaj żeby nasycić wzrok pięknymi widokami, słonecznymi zdjęciami i wakacyjnym klimatem? Ja w tym roku należę do tej trzeciej grupy i torturuję się przeglądaniem wszystkich urlopowych stories na instagramie. Z tego też powodu wracam do zdjęć z wakacji i postanowiłam, że stworzę serię wpisów poświęconych cudownej wyspie Rodos.

Jak, kiedy, dlaczego i po co?

Na Rodos byliśmy na początku czerwca 2016 roku i uważam, że jest to wyspa idealna na maj i czerwiec, ponieważ nie ma jeszcze tylu turystów a pogoda jest doskonała! Oczywiście wybraliśmy formę all inclusive i jeśli czytałaś poprzedni post z serii podróżniczej (TUTAJ) to wiesz dlaczego jest tutaj słowo „oczywiście”. Rodos wybraliśmy z dwóch powodów – pewna pogoda i hotel w miejscowości, która dawała Nam dobre miejsce wypadowe. Hotel Doreta Beach znajduje się w spokojnej miejscowości Theologos ale można z niej dojechać busem do oddalonej o 20km stolicy wyspy. Po części właśnie to sprecyzowało Nasz plan na 7-dniowy pobyt.

Pierwszy dzień – hotelowy chillout i poznanie okolicy

Zawsze, ale to zawsze w pierwszy dzień po przylocie odpuszczamy. Jest to czas na regenerację, przystosowanie się do zmiany czasu i klimatu. Nie oznacza to, że cały dzień leżymy nad basenem i spijamy drinki z palemką. Zazwyczaj pierwszego dnia jest spotkanie z rezydentem czyli osobą, która ma się Nami opiekować podczas pobytu. W skrócie – ma Ci sprzedać wycieczkę oferowaną przez Biuro Podróży. Nas to jednak nigdy nie zraża. W głowie mam już zawsze wstępnie przygotowany plan zwiedzania, przewodnik przeczytany i mniej więcej wiem jakie koszty poniesiemy. To wtedy zachodzi w mojej głowie kalkulacja.

Czy warto jechać gdzieś na własną rękę czy lepiej skorzystać z gotowej oferty zawierającej polskiego przewodnika? W przypadku Rodos od razu odrzuciłam wycieczkę organizowaną do stolicy czyli miasta Rodos. Wiedziałam, że wiąże się z wizytą w jakimś sklepie z winami czy biżuterią. No i jak to ja -chciałam zatopić się w te mniej uczęszczane uliczki i poczuć prawdziwy grecki klimat. Objazdówka wokół wyspy też poległa gdy porównałam ją ze swoimi planami. Długo wahaliśmy się nad rejsem na wyspę Symi. Mieliśmy na Rodos spędzić tylko sześć pełnych dni z czego dwa już zagospodarowaliśmy na zwiedzanie. Ostatecznie uznaliśmy, że trzeci dzień to nie będzie zbyt duże nadwyrężenie.

Pierwszy dzień to również obowiązkowy spacer przy zachodzie słońca, zaznajomienie się z atrakcjami w hotelu i wędrówka po miasteczku. W tym przypadku nie było za bardzo gdzie spacerować – Theologos to mała miejscowość a może nawet wieś. Na szczęście z przystankiem autobusowym zaraz na przeciwko hotelu. Niestety ten przystanek Nas zgubił ale o tym niżej..

Dzień drugi – niewypał

Wiedzieliśmy, że grecy mają lajtowe podejście do pracy. Wiedzieliśmy, że autobusy się spóźniają. Jednak takiego obrotu sprawy się nie spodziewaliśmy. Zaplanowaliśmy sobie, że przepleciemy dni zwiedzania dniami plażowania. A, że do miasta Rodos nie było daleko – ok 40 minut autobusem to uznaliśmy, że pojedziemy tam po obiedzie. Zebraliśmy się z plaży, zjedliśmy i udajemy się na przystanek. W sklepie obok Pan daje Nam rozpiskę autobusów z której wynika, że powinien przyjechać za jakieś 15minut. Uprzedza Nas też, że poprzedni nie przyjechał wcale co napawa Nas nadzieją, że może wcześniej będzie na miejscu ten pierwszy.

Mija pół godziny… nie ma żadnego. Czekamy nadal, bo przecież w końcu jakiś musi przyjechać. Nie pamiętałam dokładnie, ale ze zdjęć wynika, że spędziliśmy tam 2 godziny! Zrezygnowani wróciliśmy do hotelu koło 16tej, poszliśmy się z powrotem przebrać w kostiumy i dopiero koło 17tej zobaczyliśmy, że na przystanku już nikogo nie ma czyli chyba przyjechał autobus… Porażka! Tak zmarnowanego dnia na wakacjach jeszcze nigdy nie miałam! Wszyscy źli bo mogliśmy lepiej wykorzystać dzień. Uznajemy jednak, że lepiej będzie wybrać się na jeden z pierwszych autobusów następnego ranka.

Rodos – stolica wyspy

Trzeciego dnia jesteśmy mądrzejsi i ruszamy na przystanek po śniadaniu. Hurra! Jedzie autobus a my nareszcie koło 10 rano lądujemy na dworcu przy Nowym Rynku (Nea Agora) – kierowca będzie wiedział gdzie jedziecie. Moją prawą ręką jest jak zawsze kieszonkowy przewodnik i wydrukowane ściągi.

Rodos to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych greckich miast, gdzie współczesność łączy się z historią. Dzieli się na Stare Miasto otoczone wielkimi murami i Nowe Miasto. Wszystkie ciekawe atrakcje miasta znajdują się w zasięgu spacerku, więc nie ma potrzeby przyjeżdżać tu autem. Jeśli ktoś lubi zgłębiać historię to wspomnę, że różnorodność zabudowy miasta wynika z podbojów Rodos przez różne kraje. Widać tu elementy bizantyjskie, tureckie i greckie. Po więcej historii odsyłam jednak do przewodnika bo ja wolę zagłębiać się w urokliwe miejsca.

Stare Miasto krok po kroku

Zwiedzanie rozpocznij najlepiej od bramy Eleftherias (Bramy Wolności) – znajduje się najbliżej przystanku. Dodam, że w 1988 roku starówka została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Idziemy obok Muzeum Bizantyjskiego i Muzeum Archeologicznego kierując się na unikatową Odos Ippoton (ulicą Rycerską). Wiekowe kamienice robią wrażenie, kiedyś mieściły się tu siedziby rycerzy zakonnych, na fasadach znajdziemy wciąż herby wielkich mistrzów. Idąc cały czas prosto dochodzimy do Pałacu Wielkich Mistrzów. Nie wchodzimy do środka słuchając rad Marcina z Naszego NAJLEPSZEGO biura podróży! W środku podobno nic ciekawego nie znajdziemy. Poświęć jednak chwilę na obejrzenie z zewnątrz dawnej siedziby Joannitów i zachwyt nad zachowanym mimo lat portalem wejściowym z dwoma półokrągłymi wieżami.

Za pałacem skręcamy w lewo w ulicę Orfeos i kierujemy się w stronę Wieży Zegarowej. Podobno warto na nią wejść żeby zobaczyć świetną panoramę miasta. Nam nie było to dane z powodu remontu. Tutaj usiedliśmy w cieniu i zrobiliśmy sobie przerwę na lody. Kawałek dalej znajduje się Meczet Sulejmana oraz Biblioteka Turecka. W tym miejscu mapę odłożyłam na bok i zaczęliśmy snuć się uliczkami wzdłuż murów. Polecam właśnie takie zwiedzanie starej części miasta żeby poczuć jego klimat. Turystów było tu jak na lekarstwo, większość kieruje się tylko na wspomnianą wyżej ulicę Rycerską i ulicę Sokratesa, która oferuje mnóstwo tandetnych drobiazgów.

Uroki Nowego Miasta Rodos

Gdy już nacieszycie się spacerem podczas którego czujecie oddech starożytności wyjdźcie którąś z bram wychodzących na Port handlowy. Ja koniecznie chciałam zobaczyć miasto od strony morza dlatego spacerkiem udaliśmy się do najbardziej charakterystycznego punktu portu Mandraki – Fortu św. Mikołaja. Ponoć to tutaj stał niegdyś słynny posąg Heliosa – Kolos Rodyjski, uznawany za jeden z siedmiu cudów świata antycznego. Dziś upamiętniają go dwie kolumny z posągami jelenia i łani – zwierzęta te są również w herbie Rodos.

Jesteśmy już zmęczeni upałem, więc spacer po Nowym Mieście mocno skracamy. Wzdłuż portu kierujemy się do zabudowań w weneckim stylu, docieramy do eleganckiego minaretu przy meczecie admirała Murada. Odpuszczamy 3km spacer na wzgórze Monte Smith. Znajduje się na nim odrestaurowany teatr i stadion wraz z kilkoma kolumnami świątyni Apolla. Jeśli macie siłę i czas to miejsce to polecane jest ze względu na zachwycający widok. Robimy jeszcze krótki spacer po eleganckich uliczkach gdzie widzimy mury starego miasta z drugiej strony, aby z powrotem dotrzeć do pętli autobusowej i po 6 godzinnym spacerze wrócić do hotelu.

Ambitny plan na kolejne dni

Przez to, że autobus pokrzyżował Nam plany wiedzieliśmy, że nie będą to wakacje na których odpoczniemy. Czwartego dnia czekała Nas pobudka wcześnie rano i zorganizowany przez biuro podróży rejs na wyspę Symi. Ten post jest już zdecydowanie za długi dlatego żeby Cię nie zanudzać o tej wyprawię napiszę w osobnym poście.

Piąty dzień był pierwszym dniem w całości poświęconym leniuchowaniu. Czułam już, że przegięliśmy. Mimo satysfakcji, że tak dużo zobaczyliśmy widziałam zmęczenie na twarzach współtowarzyszy. Co poradzić… wycieczka na Symi nie była w ogóle w moich planach i zostałam do niej przekonana. Był to kompromis na który poszliśmy ze znajomymi – my pojedziemy z nimi na Symi a oni z nami wypożyczą auto żebyśmy mogli obniżyć koszty.

Tym sposobem szóstego dnia wsiedliśmy w wypożyczone auto i objechaliśmy wyspę dookoła. To była cudowna wyprawa pełna pięknych widoków! Nie pamiętam kompletnie kosztów wypożyczenia samochodu ale coś około 35 euro za dzień. Szczegóły opiszę niebawem bo chcę podzielić się jak największą liczbą wskazówek. Mnóstwo czasu poświęciłam na czytanie przewodników, blogów itp żeby zebrać w całość miejsca, które według mnie warto zobaczyć. Jeśli planujesz taką wycieczkę z pewnością mój opis Ci to ułatwi!

Co dalej? To koniec naszej greckiej przygody. Wyspa Rodos sprawiła, że byłam zła na Greków za ich podejście do pracy i do turystów a jednocześnie zakochana w tym klimacie i widokach. Kolejny raz sprawdził się też Nasz sposób na wakacje All Inclusive.

Jak podobał Ci się spacer ze mną po mieście Rodos? Czy taka forma postu jest dla Ciebie ciekawa? Daj znać czy mój wysiłek nie poszedł na marne i czy będziesz czekać na kolejne posty o Rodos.

Zielona ♥


Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *